Nie ma czegoś takiego jak zadłużone szpitale albo jakieś „nadwykonania”. Jeśli szpital nie ma pieniędzy to dostaje je na koniec roku z budżetu województwa lub budżetu centralnego i jego bilans jest zerowy. Większość szpitali działa jako tzw. „safety net hospitals” czyli sieć szpitali zabezpieczających. One muszą istnieć w każdym powiecie(przeważnie) żeby zabezpieczyć społeczeństwo(porody, wypadki, zaostrzenia chorób przewlekłych, nagłe operacje itp.). To jest podstawa pewnego poziomu cywilizacji do którego jednak doszliśmy. Ich finansowanie nie podlega dyskusji. One nie mają przynosić zysku. Regularnie przynoszą straty. Jeśli ktoś nie chce ich opłacić bo są rzekomo „zadłużone”, to znaczy że odmawia społeczeństwu realizowania podstawowego obowiązku władzy wynikającego z pobierania od obywateli podatków. Jakie motywy się za tym kryją to inna sprawa. Wiadomą rzeczą natomiast jest że po pierwsze, szpital, czy to państwowy czy prywatny, dostaje pieniądze z budżetu żeby zrównoważyć wydatki na przyjęcia ostrych zachorowań, po drugie menedżer zarządzający szpitalem dba o właściwe, rzetelne wydatkowanie tych środków. Tak działają szpitale na całym świecie. Tak działa Wyckoff Heights Medical Center gdzie robiłem staż specjalizacyjny, tak działa Holy Name Hospital w Teaneck, Valley Hospital w Ridgewood, St. Mary’s Hospital w Hoboken i inne w USA. Co roku idą na nie pieniądze z budżetu stanowego. Pracowałem jeszcze w innych dziesięciu ale nie będę ich wymieniał. Podobnie jest w UK i Niemczech, gdzie także pracowałem. Czy u nas lekarze zarabiają za dużo?. Nie. Tyle samo co wszędzie. Specjalizacje zabiegowe muszą być opłacane od wykonanego zabiegu(pojedyncze honorarium według cennika). Opłaty dla głównego operatora i asysty mogą się znacznie różnić. Nie jest niczym nadzwyczajnym że jeden operator może wykonać w ciągu jednego dnia trzy lub cztery operacje i wziąć za to kilkanaście tysięcy złotych. Na razie zabiegowcy mają dobrze ale podaję przykład jak to się może przykro zmienić. W latach około 2000 roku w USA weszły to gry na rynku medycznym tzw. HMO. To organizacje zajmujące się zarządzaniem służbą zdrowia dużych grup ludzi. Przyjmują opłaty za ubezpieczenie i organizują za nie usługi dla abonentów. Praktycznie przejęły one rynek, poza ubezpieczeniem Medicare i Medicaid. Kiedy weszły, gaże dla chirurgów spadły na łeb. Chirurg za histerektomię (usunięcie macicy) dostający dotychczas 4500 dolarów został obcięty do 1500 dolarów. Duże zaskoczenie. Panowie w physician lounge byli niezadowoleni. Teraz zamiast zarabiać 3 miliony rocznie, to muszą zejść do jednego. Oczywiście premię za to biorą zarządzający, takie panie Grendy Sobierańskie czy jak jej tam i jej klony. 240 zł za godzinę pracy lekarza?. Tak, czemu nie. Specjalizacje niezabiegowe jak interniści, pediatrzy, psychiatrzy itp., bez podspecjalizacji, mogliby tak zarabiać. Przynieść dwa tysiące dziennie do domu za 8 godzin pracy, to nie jest zły deal. Praca na SOR i w podobnych okolicznościach oczywiście musi być wyżej wynagradzana. Analiza patologii w służbie zdrowia i środowisku lekarskim, związanymi z pewną partią polityczną, jest poza tematem tego artykułu.